 |
| Newsletter |
 |
 |
 |
| Chcesz otrzymywać informacje o aktualnościach, promocjach i wyprzedaży? |
|
 |
|
|
 |
 |
| Obszar dostawy |
 |
 |
 |
| Przesyłki krajowe wysyłamy do dowolnego miasta na terenie Polski m.in.: |
| Warszawa, Poznań, Kraków, Bydgoszcz, Wrocław, Katowice, Gdańsk, Toruń, Gdynia, Łódź, Lublin, Szczecin, Olsztyn, Rzeszów, Białystok, Kielce, Gliwice, Zielona Góra, Opole, Bielsko Biała, Legnica, Częstochowa, Włocławek, Koszalin, Jelenia Góra, Słupsk, Tarnów, Płock, Elbląg, Gorzów Wielkopolski, Bytom, Radom, Kalisz, Sopot, Leszno, Piła, Chorzów, Konin, Suwałki, Gniezno... |
| Przesyłki zagraniczne wysyłamy do większości Państw Unii Europejskiej. |
 |
|
 |
|
|
 |
 |
|
 |
 |
 |
Piszą o nas |
 |
 |
 |
Niestraszne im siły natury
- 22.07.2008
|
 |
 |
|
 |
 |
 |
- Płynęliśmy z duszą na ramieniu, bacznie obserwując powierzchnię morza.
Nasłuchaliśmy się o tych wirach nieprawdopodobnych rzeczy. Ginęły tam duże jednostki rybackie, a nawet całe flotylle mniejszych jednostek - wspomina Jarosław Surwiło- Bohdanowicz, który właśnie powrócił z wyprawy kajakowej wokół archipelagu Lofotów.
Jarosław reprezentował Bydgoszcz, jego towarzysz Tomasz Kuśmierek - Gdańsk. Opłynęli cały archipelag składający się z pięciu dużych wysp, zostawiając za rufami prawie 350 km.
Wirująca groza Cóż to za wiry i dlaczego taką grozę wywołują?
Południowo-zachodnie wody w pobliżu norweskich Lofotów słyną z Maelstromu, znanego też jako Malstraum i Moskenesstraumen. To wielkie i niebezpieczne wiry.
Opisy tego zjawiska zaczęły pojawiać się literaturze podróżniczej w XVII i XVIII wieku. Edgar Allan Poe i Juliusz Verne czerpali wiedzę do swych dzieł właśnie z tych źródeł.
- Ludzie boją się tego miejsca, ale też jest dużą atrakcją turystyczną - dodaje pan Jarosław. - Organizowane są nawet wyprawy turystyczne łodziami wyposażonymi w silniki dużej mocy. Przeżycia są tak ekstremalne, że wiele osób nie chce już tego powtarzać.
Na szczęście wiry nie występują zawsze. Kajakarze przepłynęli Maelstrom i byli zaskoczeni, że obyło się bez większych emocji. Tym bardziej, że wcześniej i później przeżyli dużo trudniejsze sytuacje.
Wiatr spada nagle Góry stanowiły dla nich osłonę przed wiatrem, ale czasem było odwrotnie - wystawiały ich na olbrzymie niebezpieczeństwo.
Niekiedy wiatry schodziły właśnie z gór, niespodziewanie, bo często przy bardzo dobrej pogodzie. Uderzały gwałtownie i silnie. To powodowało zderzenie ze stałym wiatrem wiejącym od morza i piętrzenie fali.
Pewnego dnia trafili na wyjątkowo silny tzw. wiatr spadowy, który na dodatek przyniósł wysoką falę. Przez godzinę co sił w rękach próbowali wyrwać się spod jego mocy, schronić się przy brzegu. Tomka zepchnęło w morze i Jarek stracił go z oczu.
- Bałem się cholernie. Już chciałem strzelać w powietrze race SOS, ale sylwetka Tomka pojawiła się na horyzoncie. Po tym incydencie pływaliśmy już znacznie bliżej brzegu - mówi bydgoszczanin.
Wokół tylko skały Początkowo płynęli w kamizelkach asekuracyjnych, by już po godzinie je zdjąć, bo zbyt krępowały ruchy.
Płynęli w aquashellach, czyli w odzieniu łączącym zalety polaru i pianki do nurkowania. Woda miała 8-10 stopni Celsjusza, więc w razie wywrotki zbyt dużo czasu na ratunek nie było. Kto nie dopłynie do lądu w kilka minut, przegrywa.
Ale i na brzeg trudno się wydostać - Lofoty to jedno z najbardziej skalistych wybrzeży na Ziemi. Góry wyrastają kilkusetmetrowymi ścianami prosto z morza, zaś najwyższe przekraczają 1000 metrów.
Na szczęście zdarzały się też zatoczki z piaszczystymi plażami, gdzie mogli bezpiecznie wylądować.
Na fali Fale od strony północnej, atlantyckiej, były 3-4 metrowe, ale długie, do których można było się przyzwyczaić.
Natomiast od strony Lofotów wewnętrznych (od wybrzeża Norwegii), fala była niższa, krótsza, a przez to bardziej nieprzyjemna. Bywało tak, że fale się z sobą krzyżowały - szczególnie w pobliżu brzegów. Taki efekt powodowało odbicie fal od skał i powrót w kierunku morza, gdzie zderzały się z napływającymi. To przypominało gotującą się wodę.
Spotkanie na szlaku To odludne tereny. Nawet miejscowych spotykali rzadko. Jednak los spłótł ich wodne ścieżki z bydgoskim żeglarzem, który od wielu lat mieszka na Lofotach - Mirosławem Tułodzieckim. Ten wręczył im GPS-a, z którego co 4 godziny wysyłali swoją pozycję. Gdyby nie otrzymał informacji, miał organizować akcję ratunkową. Posejdon jednak nad nimi czuwał. Wrócili cali i zdrowi.
Marek Weckwerth
Źródło: Gazeta Pomorska
|
|
 |
|
 |
 |
 |
|
 |
|
 |
|
 |
 |
|